Na straży (i granicy) prawa

Wszystko jest spowodowane sposobem działania tego urządzenia. Złośliwi mówią, że jedyne, co udowadnia, to wykroczenie popełnione przez funkcjonariusza prowadzącego radiowóz - i jest w tym pewien sens. Wideorejestrator rejestruje prędkość auta, w którym jest zamontowany. W momencie rejestrowania prędkości kierowcy podejrzanego o jej przekroczenie, funkcjonariusz powinien utrzymywać stałą odległość od poprzedzającego pojazdu. Tu pojawia się kolejna wątpliwość: producent wideorejstratora informuje w instrukcji, że podczas dokonywania pomiaru radiowóz powinien znajdować się w odległości nie większej, niż 50 metrów. Poza tym, jak sama nazwa wskazuje, radiowóz nieoznakowany do momentu, gdy nie porusza się emitując sygnały świetlne i błyskowe, nie jest pojazdem uprzywilejowanym i teoretycznie nie ma podstaw do łamania przepisów drogowych.

Przy wyższych prędkościach utrzymanie niezmiennej odległości jest praktycznie niewykonalne. Wystarczy, że „uciekający” kierowca zdejmie nogę z pedału gazu, a pomiar nie będzie już prawidłowy. Tak samo wygląda sytuacja po drugiej stronie barykady: jeżeli policjant nawet nieznacznie wciśnie gaz (prędkość radiowozu również znajduje się na nagraniu, więc łatwo wykazać takie zachowanie), to bezsprzecznie podważy wiarygodność pomiaru. To jednak nie koniec czynników, które mają wpływ na rosnące wokół dokładności tych urządzeń wątpliwości.

Wpływ na wiarygodność pomiaru ma również ciśnienie w oponach radiowozu. Jeżeli jest zbyt niskie, to rejestrator będzie zawyżał mierzoną prędkość nawet o 20%! Tak samo ważny dla podstawy do wydania mandatu jest rozmiar założonych na radiowozie kół. Jeżeli będzie się różnił od tego podanego przy legalizacji urządzenia, to pomiar będzie nieprawidłowy. To wcale nie jest sytuacja, która jest mało prawdopodobna - przecież bardzo często koła z zimowym i letnim kompletem ogumienia mają różne rozmiary.

Niemały wpływ na mandat wystawiony na podstawie nagrania z wideorejestratora policyjnego ma sama postawa funkcjonariusza. Przepisy mówią, że niezwłocznie po zarejestrowaniu wykroczenia popełnianego przez kierowcę, powinien on włączyć sygnały dźwiękowe oraz świetlne (automatycznie czyniąc z nieoznakowanego radiowozu pojazd uprzywilejowany) i podjąć czynności zmierzające do jego zatrzymania. W praktyce wygląda to różnie. Teoretycznie odcinek na którym dokonuje się pomiaru waha się w odległości pomiędzy 50 a 200 metrów, jednak praktyka mówi co innego. Zdarza się, że policjanci podążają za kierowcą nawet ponad kilometr, żeby zarejestrować kilka wykroczeń na jednym nagraniu. Wtedy okazuje się, że mogą wystawić jednorazowy mandat opiewający na kwotę nawet przekraczającą 1000 złotych.