Kolejny krok w stronę bezpieczeństwa

eCall

A nóż się przyda…

To jeden z tych elementów wyposażenia, który na pewno ucieszy każdego kierowcę, jednak nikt nie będzie chciał z niego korzystać z własnej woli - bo kto chciały ponieść obrażenia w wyniku wypadku samochodowego? Niektórzy mówią jednak, że kierowcy dzielą się na dwie grupy: tych, którzy już mieli wypadek i tych, którzy dopiero będą go mieli. Ta teza ma w sobie ziarno prawdy, c potwierdza nowa legislacja zmuszająca producentów samochodów do obowiązkowego montowania w nich systemu eCall. Jego głównym zadaniem jest maksymalne skrócenie czasu powiadomienia służb ratunkowych o wypadku. Domyślnie system jest w stanie uśpienia i aktywuje się automatycznie, kiedy dojdzie do wypadku. Stwierdza on to w wyniku informacji zbieranych z wielu czujników, więc wcale nie musi dojść do aktywacji poduszek powietrznych. Poza tym można go wybudzić ręcznie, wciskając przycisk SOS - na przykład będąc świadkiem zdarzenia drogowego.

Magiczny przycisk

Co dzieje się po aktywacji systemu eCall? Jeżeli zrobimy to manualnie, to zostaniemy połączeni z najbliższym Centrum Powiadomienia Ratunkowego (czyli tak, jak w wypadku połączenia z numerem alarmowym). Dużo ważniejsza jest jednak kwestia automatycznej aktywacji. Jeżeli eCall wykryje, że samochód uległ kolizji, to do CPR zostaną przekazane informacje o położeniu pojazdu (lokalizacja na podstawie systemów GPS i Galileo), numerze identyfikacyjnym samochodu (VIN), czasie zdarzenia, kierunku jazdy, rodzaju stosowanego paliwa oraz liczbie podróżujących osób. Sporo, prawda? Przekazanie tylu danych przez kierowcę, wliczając w to znalezienie ich (na pewno nie każdy wie, gdzie znajdzie numer VIN swojego auta), zajęłoby kilka, jakże cennych w takiej sytuacji minut.

Są malkontenci

Okazuje się jednak, że nie wszyscy są zadowoleni z obowiązku posiadania tego systemu przez nowo homologowane auta (te po 1 kwietnia 2018 roku). Głównym zarzutem wobec eCall są takie, że za jego pomocą auto może być namierzane przez cały czas i zbierać informacje na temat położenia auta, godzin, w których jest eksploatowane oraz stylu jazdy kierowcy. To niepokojąca teoria, jednak twórcy systemu twierdzą, że jest całkowicie bezpodstawna - zapewniają, że system nie jest aktywny do momentu wypadku lub wciśnięcia przycisku SOS. Inni zarzucają, że obowiązek montażu systemu wpłynie na koszt auta. Rozważając taki argument trzeba pamiętać o tym, że eCall był dostępny pod wieloma nazwami w różnych modelach wielu marek np. Skoda, Opel, Volvo czy Mercedes-Benz, więc producenci są przygotowani na taką ewentualność. Samo urządzenie nie jest przesadnie drogie, więc nawet w przypadku tanich, miejskich aut nie powinno wyraźnie odbić się na ich cenie.